Trzy „Giselle" jednego sezonu. Historia baletu, który przetrwał, choć Paryż o nim zapomniał
W czwartek 24 września w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej ruszyła pierwsza w tym sezonie polska „Giselle". W listopadzie i w kwietniu zobaczymy ją jeszcze w Gdańsku i w Łodzi - w trzech inscenizacjach tak różnych, że trudno uwierzyć, iż chodzi o ten sam tytuł. To dobry moment, żeby przypomnieć, skąd wzięła się historia o dziewczynie, która umiera z miłości i wraca po śmierci, by tę miłość ocalić. A także jak to się stało, że balet, który Paryż skreślił z afisza na pół wieku, jest dziś jednym z najczęściej granych na świecie.

Rzecz dzieje się w nadreńskiej wiosce w czasie winobrania. Giselle, wiejska dziewczyna o słabym sercu, kocha taniec i zakochuje się w Loysie - w rzeczywistości księciu Albercie, który przebrał się za wieśniaka i przemilczał, że jest już zaręczony. Gdy gajowy Hilarion, sam zakochany w Giselle, demaskuje oszustwo, dziewczyna traci zmysły i umiera. Akt drugi rozgrywa się nocą przy jej grobie, gdzie rządzą wilisy pod wodzą Mirty - duchy dziewcząt zmarłych przed własnym ślubem, zatańcowujące na śmierć każdego napotkanego mężczyznę. Hilarion ginie. Alberta ratuje sama Giselle: tańczy z nim aż do świtu, bo o brzasku wilisy tracą moc.
Wszystko zaczęło się od książki, którą poeta przeczytał wieczorem
Théophile Gautier - poeta, krytyk i jeden z najbardziej wpływowych piór ówczesnego Paryża - czytał „De l'Allemagne" Heinricha Heinego. Natrafił tam na opis wilis: duchów dziewcząt zmarłych przed dniem własnego ślubu, które nocami wychodzą z grobów i zmuszają napotkanych mężczyzn do tańca, aż ci padają z wyczerpania. Gautier od razu zobaczył w tym balet.
Drugim źródłem był wiersz „Fantômes" ze zbioru „Les Orientales" Wiktora Hugo - o piętnastoletniej Hiszpance, która zatańczyła się na śmierć. Legenda, na którą powołują się do dziś programy teatralne, pochodzi z gór Harcu.
Gautier nie był jednak człowiekiem teatru i do napisania scenariusza wziął zawodowca: Jules-Henriego Vernoy de Saint-Georges. Ten uporał się z zadaniem w trzy dni. Muzykę zamówiono u Adolphe'a Adama, jednego z najpopularniejszych kompozytorów epoki, i on też nie zwlekał - partyturę napisał w jakieś dwa miesiące.
Prapremiera odbyła się 28 czerwca 1841 roku w Salle Le Peletier w Paryżu, na scenie Akademii Królewskiej Muzyki. Choreografię podpisali Jean Coralli i Jules Perrot, rolę tytułową zatańczyła włoska balerina Carlotta Grisi, Albertem był Lucien Petipa - starszy brat Mariusa, który za kilkadziesiąt lat odmieni losy tego baletu.
Sukces był natychmiastowy i policzalny. Między czerwcem a wrześniem 1841 roku „Giselle" przyniosła teatrowi 6500 franków - dwa razy więcej niż analogiczny okres dwa lata wcześniej. Jeden z recenzentów napisał o Grisi, że tańczy „jak zakochana gazela".
Człowiek, którego nie było na afiszu
Za oficjalnego autora choreografii uchodził Jean Coralli, wówczas baletmistrz Opery. Ale partie samej Grisi - a więc wszystko, co w tym balecie najważniejsze - ułożył Jules Perrot. Był jej nauczycielem i partnerem życiowym, i to on pracował z nią nad rolą.
Na afiszu i w programie jego nazwiska nie było.
Dziś podaje się obu, zawsze razem: Coralli i Perrot. Sprawiedliwość historyczna przyszła jednak z dużym opóźnieniem, a przypadek Perrota jest jednym z częściej przywoływanych przykładów tego, jak w XIX-wiecznym teatrze rozdzielano zasługi.
Jak Paryż stracił swój balet, a Rosja go przechowała
Dopóki tańczyła Grisi, „Giselle" trzymała się afisza. Grisi występowała w tej roli do 1849 roku - i to praktycznie ona jedna. Potem balet zdjęto. Wracał na krótko na początku lat pięćdziesiątych, jeszcze raz w latach sześćdziesiątych, i w 1868 roku zniknął z Opery Paryskiej na dobre.
W tym samym czasie w Petersburgu działo się coś odwrotnego. Marius Petipa wracał do „Giselle" raz po raz, za każdym razem przygotowując ją dla kolejnej baleriny: w 1884 roku dla Marii Gorszenkowej, w 1887 dla Emmy Bessone, w 1899 dla Henrietty Grimaldi i wreszcie w 1903 dla Anny Pawłowej. To w tych wznowieniach balet dojrzał do kształtu, w jakim znamy go dziś - i to z nich, nie z paryskiego oryginału, wywodzi się większość choreografii oglądanej obecnie na świecie.
Do Paryża „Giselle" wróciła dopiero w 1924 roku, na debiut Olgi Spiesiwcewej w roli tytułowej, uznawanej potem za najwybitniejszą Giselle dwudziestego wieku. Od tamtej pory już afisza nie opuściła.
Jest w tym pewna ironia, o której warto pamiętać, oglądając ten balet w polskim teatrze: francuskie dzieło przetrwało, bo ktoś w Rosji uparł się, żeby je grać, i wróciło na zachód okrężną drogą, przez Petersburg.
Polski wątek zaczyna się w 1848 roku
Do Warszawy „Giselle" dotarła siedem lat po paryskiej prapremierze, w 1848 roku. Wystawił ją Roman Turczynowicz - ten sam, którego imię nosi dziś warszawska Ogólnokształcąca Szkoła Baletowa.
Później tytuł wracał na warszawską scenę wielokrotnie. Dwie realizacje z drugiej połowy dwudziestego wieku, z 1968 i 1976 roku, miały scenografię i kostiumy Andrzeja Kreutza Majewskiego. Potem, po spektaklu z 1997 roku, „Giselle" zniknęła z afisza Teatru Wielkiego na ćwierć wieku.
Wróciła 25 listopada 2022 roku - i wróciła w sposób, który warto docenić: projekty Kreutza Majewskiego odtworzono i zaadaptowano na nowo. Dekoracje opracowała Małgorzata Szabłowska, kostiumy Katarzyna Rott. Oglądając dziś warszawską „Giselle", widzi się więc scenografię pomyślaną blisko sześćdziesiąt lat temu.
Trzy „Giselle" tego sezonu
Sprawdziliśmy w naszym repertuarze wszystkie miesiące sezonu, teatr po teatrze. „Giselle" grają dokładnie trzy sceny, łącznie jedenaście razy - i każda opowiada ją inaczej.
Warszawa: wersja kanoniczna
Teatr Wielki - Opera Narodowa, Polski Balet Narodowy. Terminy: 24.09 (czw.) 19:00, 27.09 (niedz.) 18:00, 1.10 (czw.) 19:00 oraz 3.10 (sob.) o 12:00 i 19:00.
Choreografia Jeana Coralliego i Jules'a Perrota, realizacja baletu Maina Gielgud. Gielgud oparła się na dwudziestowiecznej linii Petipy, sięgając do rekonstrukcji Nikołaja Siergiejewa i Antona Dolina - czyli do tej samej drogi, którą balet wrócił z Rosji na zachód.
Libretto Gautier i Vernoy de Saint-Georges, muzyka Adolphe'a Adama, dyryguje Alexei Baklan. Scenografia i kostiumy Andrzej Kreutz Majewski w adaptacji Szabłowskiej i Rott, reżyseria świateł Maciej Igielski. Dwie godziny pięć minut: pięćdziesiąt minut pierwszego aktu, dwadzieścia pięć przerwy, pięćdziesiąt drugiego.
Warto wiedzieć, że obsady się nie powtarzają. 24 września (czwartek) Giselle tańczy Chinara Alizade, Alberta - Vladimir Yaroshenko, Mirtę - Yana Shtanhei, Hilariona - Kristóf Szabó. Natomiast w niedzielę 27 września wszystkie cztery partie obsadzone są inaczej: Jaeeun Jung, Ryota Kitai, Vanessa Vestita i Paweł Koncewoj.

Gdańsk: nad morzem, z kaszubskimi wodnicami zamiast wilis
Opera Bałtycka, wznowienie tytułu. Terminy: 26.11 (czw.) 19:00, 27.11 (pt.) 19:00, 28.11 (sob.) 18:00 oraz 29.11 (niedz.) 17:00.
Najbardziej radykalna z trzech inscenizacji, z premierą 13 października 2018 roku, teraz wracająca na afisz. Akt pierwszy, przygotowany przez Emila Wesołowskiego, przenosi rzecz w realia współczesne: Giselle jest kelnerką w nadmorskiej miejscowości, Albert turystą zaręczonym z warszawską celebrytką, a bohaterka nie umiera z rozpaczy, tylko tonie w morzu.
Akt drugi przygotowali Izabela Sokołowska-Boulton i Wojciech Warszawski, opierając się na oryginalnej choreografii Coralliego i Perrota. Klasyczna forma zostaje, ale wpisana w tę samą nadmorską opowieść: miejsce wilis, duchów z nadreńskich lasów, zajmują kaszubskie wodnice, a rzecz dzieje się w rejonie bałtyckich wydm. Zdrada, wstyd i zemsta zza grobu działają tak samo w 1841 roku i dziś - zmienia się tylko to, kto wymierza karę.
Kierownictwo muzyczne Tomasz Tokarczyk, scenografia i reżyseria świateł Olga Skumiał, kostiumy Marta Fiedler. Około dwóch godzin z przerwą. Obsad listopadowych spektakli teatr jeszcze nie ogłosił.

Łódź: autorskie opracowanie
Teatr Wielki w Łodzi. Terminy: 24.04.2027 (sob.) 18:30 oraz 25.04.2027 (niedz.) 17:00.
Najmłodsza z trzech produkcji - premiera odbyła się 12 października 2024 roku. Choreografię opracowała autorsko, według Coralliego i Perrota, Zofia Rudnicka. Kierownictwo muzyczne Andriy Yurkevych, scenografia i kostiumy Tatiana Kwiatkowska, reżyseria świateł - podobnie jak w Warszawie - Maciej Igielski. Baletmistrzyni pary solowej Renata Smukała, asystentki choreografa Beata Brożek-Grabarczyk i Agata Jankowska-Dobrowolska. Około dwóch godzin dziesięciu minut z przerwą.
Dla Łodzi to trzecia w historii premiera tego tytułu. Wcześniejsze odbyły się w 1979 roku w choreografii Jarosława Piaseckiego i w 2003 w choreografii Roberta Streinera.

Dlaczego tę rolę uważa się za egzamin
„Giselle" bywa nazywana testem, przez który musi przejść każda balerina - i nie chodzi o technikę samą w sobie.
Balet żąda dwóch zupełnie różnych rzeczy w ciągu jednego wieczoru. Akt pierwszy jest aktorski: wiejska dziewczyna, zauroczenie, odkrycie oszustwa i słynna scena szaleństwa, jedna z najtrudniejszych scen dramatycznych w całym klasycznym repertuarze. Akt drugi jest jego przeciwieństwem - to „biały akt", w którym wszystko sprowadza się do czystości stylu, lekkości i wrażenia bezcielesności. Ta sama tancerka musi w antrakcie przestać być człowiekiem.

Ciekawostka na koniec, z gatunku tych, które trudno potem zapomnieć: Adolphe Adam, kompozytor „Giselle", jest w świecie znany przede wszystkim z zupełnie innego utworu. Sześć lat po premierze tego baletu napisał kolędę „Cantique de Noël" - czyli „O Holy Night".
Pełne repertuary wszystkich polskich teatrów operowych i baletowych znajdziecie jak zawsze na swiatbaletu.pl/repertuar.